Ciąg sześciu prostokątnych prac z ręcznie malowanymi napisami. Na pierwszej widnieje napis „TWOJA WINA”, obok czarny znak plus. Następnie ponownie „TWOJA WINA”, potem czarny znak „X” i na końcu słowo „ZERO”. Litery są czarne, malowane na jasnym, żółto-beżowym tle o nierównej fakturze.

Wystawa: „W rozliczeniu”
Artystka: Jadwiga Sawicka
Kuratorka: Agata Sulikowska-Dejena
Aranżacja wystawy: Lila Kalinowska
Tekst do wystawy: Karol Sienkiewicz
Działania performatywne/wideo: Zuzanna Bąk, Irmina Kowalska, Maksymilian Stopa
Termin wystawy: 25 kwietnia – 30 maja 2026
Wernisaż: 25 kwietnia, godz. 18:00
Wernisaż tłumaczony na polski język migowy.

 

UŁUDY umysłu  

„Omdlewaj, omdlewaj, omdlewaj…” powtarzają zasłony zapraszające na wystawę Jadwigi Sawickiej. Gdy słowo pojawiło się po raz pierwszy w jej wcześniejszej pracy, powtórzone przechodziło od wersalików do minuskuły – „OMDLEWAJ, omdlewaj”, jakby czcionka ilustrowała sam proces omdlewania. Zasłony mówią nieco delikatniej, małymi literami. Próbują nas przekonywać, sugerują, namawiają.

Intrygujące jest użycie przez artystkę trybu rozkazującego wobec czasownika „omdlewać”. Na pierwszy rzut oka przeczy logice. Bo czy można omdlewać na zawołanie? Jeśli już, to aktorsko; by tak omdleć, trzeba się postarać.

W jednym z wczesnych rozdziałów „Ani z Zielonego Wzgórza” tytułowa sierota z zapałem opowiadała swej opiekunce Maryli o książce pożyczonej jej przez przyjaciółkę Dianę. Badaczki prozy Lucy Maud Montgomery twierdzą, że wspominana przez Anię powieść to raczej twór wyobraźni kanadyjskiej pisarki niż odniesienie do konkretnej lektury. Książkowa heroina, o której opowiada Ania, ma aż pięciu kochanków – Ani wystarczyłby jeden – jest olśniewająco piękna, stawia czoła licznym przeciwnościom, ale przede wszystkim potrafi mdleć na zawołanie. Tej to umiejętności szczególnie zazdrości jej Ania. „Chciałabym też umieć mdleć! […] To takie romantyczne!”[1] – mówi. W dalszej części powieści Ania stopniowo dorasta i jej wizje romantycznej miłości podlegają istotnej korekcie, nie marzą już się jej wystudiowane, dramatyczne gesty ani rycerz na białym koniu. Omdlewanie przynależy do sfery nieletnich wyobrażeń o wzniosłej miłości, której formy nie przystają do realiów.

Ale poza romantycznością omdlewanie na zawołanie ma w sobie coś z szantażu. Chodzi o osiągnięcie określonego efektu u osoby, która będzie świadkiem naszego omdlewania. „Omdlewaj”, w trybie rozkazującym, budzi uzasadnioną nieufność.

Zaryzykowałbym stwierdzenie, że tryb rozkazujący występuje w sztuce Sawickiej częściej niż w życiu codziennym. Jej obrazy wydają rozkazy i polecenia. Mogą to robić ciszej – małymi literami, lub częściej – nieco głośniej – literami wielkimi, większą czcionką, chociaż raczej nie wykrzyknikowo. Czasami nawet w naszym interesie: „Uciekaj”. Kiedy indziej odnosi się wrażenie, że wyrażone rozkazująco czasowniki oddają nasze własne oczekiwania wobec innych – rzadko wyrażane wprost, raczej ukryte, podświadome. Gdy stykamy się z nimi na obrazie, nagle musimy się z nimi konfrontować. Jak „Daj mi wszystko” (2005) ilustrujące nasze grupowe, napompowane potrzeby konsumpcyjne.

Podobny efekt do trybu rozkazującego daje u Sawickiej słówko „TERAZ”. Oto domagamy się czegoś teraz, bezzwłocznie. Albo coś obiecujemy, jak reklama zapewniająca o efekcie natychmiastowym jakiegoś produktu. Obrazy Sawickiej domagają się „SŁODYCZY”, obiecują „GORYCZE”, ostrzegają: „TERROR TERAZ”. Obietnicy słodyczy towarzyszy zdjęcie nadżartej pleśnią cytryny, dodatkowo podmalowanej przez artystkę kolorami fioletu i beżu. Jakby obraz przeczył słowu, nie można mu w pełni ufać. Na „TERROR” reaguje się inaczej, trudno obwieszczeniu „TERROR TERAZ” nie uwierzyć, po prostu stwierdza fakt. Ale co jest obietnicą, a co nagłówkowym ostrzeżeniem, nie sposób do końca stwierdzić. 

Podstawowy język sztuki Jadwigi Sawickiej tworzą malarstwo i tekst – malowane odręcznie, ale naśladujące druk wyrazy, wyrażenia, a czasem całe zdania. Sawicka umieszcza je na obrazach sztalugowych, kartkach papieru, ale też drukuje na tapetach, papierowych serpentynach czy obrusach. Metoda pracy z tekstem Sawickiej jest jej własna, indywidualna. Ma niewiele wspólnego z wydobywaniem językowych bon motów, cytowaniem, poezją wizualną (jak u Stanisława Dróżdża) czy zabawami typograficzno-słownymi (jak u Twożywa).

Jej ciemne litery pojawiają się zazwyczaj na tle różowego, mydlanego koloru lub jakimś jego odcieniu, na beżach, rzadziej – spranych błękitach i rozbielonych zieleniach. To tło tylko pozornie neutralne. Wywołuje szereg skojarzeń, chociaż pewnie u każdego inne. Czasem określa się te kolory jako mdłe, pastelowe, czasem porównuje się je do koloru skóry, jak cielistoróżowy. Na pracach z ostatnich lat, zwłaszcza tych na papierze, tło staje się gęstsze, bardziej wyraziste i zróżnicowane. Żyje swoim biologicznym życiem, to tło pleśni lub palimpsestowo zdartych tapet. Litery brną w farbie.

Tak jest w przypadku niedużych prac na papierze, które dominują na wystawie „W rozliczeniu”. Sprawiają wrażenie, jakby powstały szybko, dopiero co. Elementem kompozycji są też fotografie, skrawki gazet czy ulotek, które utkwiły w gęstej farbie niczym w błocie. Najważniejszy jest jednak tekst, wyrazy, litery. Sawicka przysłuchuje się językowi uważnie i analitycznie. Poluje na słowa i wyrażenia. Z językowej magmy codzienności wyławia pojedyncze sformułowania. Robi to intuicyjnie. Te, które zostają z nią dłużej, trafiają do jej sztuki.

Podobnie uważny stosunek do języka cechuje pisarzy i poetów. Sawickiej nie interesują jednak zwroty szczególnie ciekawe czy wywrotowe, które przyciągałyby uwagę chociażby Doroty Masłowskiej, a w przeszłości Mirona Białoszewskiego. Białoszewski podsłuchiwał językowe nowotwory, przejęzyczenia, niegramatyczności, potoczności, potem sklejał je w wiersze. Analizująca język kultury masowej i przechodniów Masłowska komponuje własny język na potrzeby swych narratorów i bohaterów. Tymczasem wyrażenia wyławiane przez Sawicką wydają się szczególne nie przez swoją wyjątkowość, lecz właśnie silne zakorzenienie w języku, ich powtarzalność i syntetyczność. Noszą w sobie ciężar wielokrotnych powtórzeń i nagromadzonych emocji.

Ale nikt tych słów nie wymawia, nie odnoszą się do konkretnych osób czy wyimaginowanych postaci. To tekst wyabstrahowany z kontekstu czy sytuacji, tekst czysty, potraktowany przez artystkę jako jeden ze środków wyrazu, obok malarstwa, kolażu, fotografii.

Powtarzane, zużyte czy – jak się czasem mówi – wyświechtane, w mowie potocznej wydadzą się neutralne. Jednak gdy artystka je wydobywa, wyodrębnia i pozbywa kontekstu dłuższych zdań, wypowiedzi czy akapitów, jednocześnie uwypukla ich znaczenie i je podkreśla. Gdyby nie Sawicka, nie zwrócilibyśmy na nie uwagi. Mamy oto „WILGOTNE CIENISTE MIEJSCA”, albo „RZADKIE STANY UNIESIENIA”, albo „ZARAZY”, „urojenia”, „UŁUDY umysłu”.

Prace Sawickiej składają się na potencjał, z którego może budować nowe całości, rozwijać z nich znaczeniowe narracje, a nawet budować z nich historie. Zwłaszcza mniejszymi pracami łatwo manipulować. Malowanie na papierze ma też inny ciężar niż malowanie na płótnie, jest szybsze, bardziej intymnie.

Obrazy i prace na papierze Sawicka zestawia w przemyślane ciągi i układy. Sprawy ciała mieszają się ze sprawami ducha, sprawy sumienia z zadaniami domowymi. 

Mówi się czasem, że słowa mogą ranić – to kolejne wyrażenie jakby wyjęte ze słownika Sawickiej. Jeśli mogą ranić, mogą też wiele więcej, otwiera się cały wachlarz potencjalnych możliwości. Sawicką interesują właśnie uczucia, emocje. Teksty z jej prac odnoszą się do nich czy wręcz potrafią je ewokować. Dlatego w kontakcie z jej pracami wiele zależy od nas samych, naszego samopoczucia, stanu ducha czy wspomnień.

Nawet gdy wiele lat temu Sawicka malowała ubrania, nie było na jej obrazach postaci, które by je nosiły. „Nie przywoływanie osób, ale właśnie uczuć jest dla mnie najważniejsze. Nadzieja, lęk, pragnienie brania udziału w życiu społecznym i potrzeba udowodnienia, że się przystaje”, mówiła w wywiadzie udzielonym Annie Markowskiej przy okazji swej wystawy w Galerii Starmach w 2006 roku[2]. Wtedy chodziło o oprawę pierwszej komunii, o ubrania – dla dorosłych i dla lalek, które malowała na obrazach.

W swojej językowej wrażliwości Sawicka szczególnie upodobała sobie wieloznaczność słów i wyrażeń. Oddaje to nawet tytuł jej krośnieńskiej wystawy – „W rozliczeniu”, będący echem jej poprzedniej wystawy – „Rozrachunki” w Fundacji Mammal w Warszawie. Wystawa w BWA w Krośnie jest jej wariacją, kontynuacją i rozwinięciem. I „rozrachunki”, i „rozliczenia” kojarzą się z księgowością, kwestiami finansowymi; wcześniej musiała nastąpić jakaś transakcja, przekazanie dóbr lub usług, teraz się trzeba z tego rozliczyć, ktoś czeka na przelew. By nie być dłużnym, trzeba dać coś w rozliczeniu.

Ale podejrzewamy przecież, że w tytule chodzi o coś więcej. Rozliczenia, a zwłaszcza rozrachunki mogą przecież równie dobrze dotyczyć spraw uczuciowych. Wszak rozliczamy się również z zadanych nam kiedyś krzywd, rozrachunki kojarzą się z zemstą, uregulowaniem zaległych spraw, kwestiami serca czy urażonej dumy. A może sami musimy zrobić – jak oczekuje od nas religia – rachunek sumienia.

Nie chodzi tu jednak o małostkowości. Sawicka sama się z nikim nie rozlicza. Jeśli już, to po prostu ze światem, z kulturą, społeczeństwem. Albo raczej mówi o potrzebie rozliczenia się, które jest wspólne nam wszystkim. Każdy chce wyjść na plusie.

Poszczególne prace Sawickiej też są przesiąknięte dwuznacznościami, dodatkowo podkreślonymi umieszczonymi na kolażach fragmentami zdjęć czy druków. „WILGOTNE CIENISTE MIEJSCA” wydają się pochodzić z poradnika ogrodnika – ta konkretna roślina preferuje w ogrodzie wilgotne, cieniste miejsca. Ale wyabstrahowane z botanicznego kontekstu wyrażenie brzmi też niezwykle cieleśnie, niemal seksualnie.

Na dwóch kartkach Sawicka rozpisała krótki dialog:

     ILE RAZY? zapytał

     WIELE RAZY powiedziała

Nie wiemy, czego dotyczy rozmowa, ale może chodzić o coś błahego jak przepis kulinarny lub dramatycznego jak przestępstwo. 

 

Na wystawie „W rozliczeniu” Jadwiga Sawicka artystka mebluje galerię, wypełniając ją znaczeniami. Próbuje ją nawet trochę udomowić i zmiękczyć, ustawiając kilka mebli w pokrowcach, na których rozkłada poduszki. Poduszki są również podłożem dla słów: „SPALANIE”, „nerwowa”, „kaloria”, kilka z nich opatrzone zostało pojedynczymi literami, które ułożone razem składają się na słowo „OMDLEWAJ”. Jest tu parę książek z okładkami odnoszącymi się do konsumpcji i odżywiania, ale też niewielki obraz „Wygoda”. Słowo „wygoda” brzmi pozytywnie, do wygody się dąży, ale szybko pojawia się wątpliwość: czy nie jest nam oby za wygodnie?

Podobnie słowo „kaloria”, jednostka ciepła, w kulturze wiecznego kontrolowania wagi ciała budzi wyrzuty sumienia, nawet w liczbie pojedynczej. Jedno słowo, a tyle emocji. Nie mówiąc już o „kremach” czy „tłuszczach”. Chciałoby się, by w ostatecznym rozliczeniu liczba spalanych kalorii wynosiła przynajmniej tyle, co spożywanych. Wygoda przeszkadza w osiągnięciu tak postawionego celu. Inaczej jest z pieniędzmi, których należy wydawać mniej niż się zarabia, by coś odkładać na czarną godzinę. Czy stać jest nas na wygodę?

O naszych przyjacielskich czy intymnych relacjach też czasami myślimy w podobnych kategoriach – czy dostaję tyle, co daję? Czy emocje nam się kalkulują?

Niektóre prace Sawicka układa w proste matematyczne równania, w których trudno doszukiwać się matematycznych sensów. Sawicka mnoży przez „ZERO”, dodaje „TWOJĄ WINĘ”. I pozostawia nam, widzom, stwierdzenie, równa się czy nie.

Gdzie nie spojrzeć – rozrachunki. 

 

Karol Sienkiewicz

 

[1] L. M. Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza, tłum. R. Bernsteinowa, Nasza Księgarnia, Warszawa 1970, s. 98.

[2] Niepotrzebne możliwości porażki. Z Jadwigą Sawicką rozmawia Anna Markowska, w: Jadwiga Sawicka. Daj mi wszystko, kat. wyst., Galeria Starmach, Kraków, luty-marzec 2006.

_______
Partner: 



 

 

_______
WAŻNE: wystawa jest biletowana.
Ceny biletów:
normalny 7 – zł (we wszystkie dni tygodnia, z wyłączeniem poniedziałków) 
ulgowy 5 –zł (we wszystkie dni tygodnia, z wyłączeniem poniedziałków) 

  • uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych
  • studenci i doktoranci
  • emeryci i renciści
  • osoby z niepełnosprawnościami
  • towarzyszący im przewodnicy
  • rodzice i opiekunowie posiadający Kartę Dużej Rodziny
  • rodzice zastępczy i osoby prowadzące rodzinne domy dziecka
  • honorowi dawcy krwi oraz dawcy przeszczepów
  • osoby powyżej 70. roku życia
  • pracownicy galerii i muzeów na podstawie legitymacji pracowniczych
  • przewodnicy miejscy
  • opiekunowie zorganizowanych grup szkolnych (maks. 2 osoby)

bilet grupowy – 5 zł / osoba (min. 5 osób)
dzieci do 7. roku życia – 1 zł
rodziny zastępcze posiadające KKM – 1 zł / osoba
W poniedziałki w godzinach 10:00 do 16:00 - specjalny bilet wstępu 1 zł / osoba.

 

 

Format: JPG, Rozmiar: 0.31 MB